Powtórne przyjście Pana i koniec świata to dwie strony – radosna i smutna – tej samej prawdy. To od nas zależy, która perspektywa zwycięży.

Metafora pieca (PIERWSZE CZYTANIE) nie powinna straszyć, powinna namawiać. To namowa, by inwestować w życiu w to, co nie jest słomą, co nie spłonie. Psalmista namawia, by śpiewać w obliczu Pana, który nadchodzi (PSALM). To daleka od sztucznej wesołkowatości nadzieja nadająca życiu prawdziwy sens i radość.

To, że Pan przyjdzie, jest pewne: trudniejsze jest samo czekanie. W określeniu, kiedy to nastąpi, nie pomaga ani Paweł (DRUGIE CZYTANIE), ani sam Jezus (EWANGELIA). Ważniejsze jest to, jak czekamy. Czy to sposobność do składania świadectwa?

Nie chodzi też o wyłączenie się z odpowiedzialności za codzienność w obliczu oczekiwania na dni ostatnie. Przeciwnie, perspektywa przyjścia Pana właściwie porządkuje życie, dbałość o dzień powszedni.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

Gdyby modlitwę faryzeusza w Świątyni Jerozolimskiej ocenić przez pryzmat dzisiejszej mentalności dążenia do pewności samego siebie albo w świetle zasad autoprezentacji, trudno dostrzec cokolwiek nagannego, może poza niesmaczną manierą porównywania się z innymi, wyrażającą wyższość samego siebie. Któż jednak jest bez grzechu!

A jednak Bóg nie ma względu na osoby (PIERWSZE CZYTANIE), lecz na postawę. Jest ona niezwykle istotna, kiedy człowiek staje do modlitwy. Mówi więcej niż słowa.

Faryzeusz modlił się w sobie. Modlił się do siebie. Celnik modlił się do Boga. Faryzeusz nawiązał relacje z samym sobą, celnik – z Najwyższym. Faryzeusz widział swoją doskonałość, celnik widział swoją biedę (EWANGELIA).

Między postawą faryzeusza i celnika widać drogę, jaką przeszedł Apostoł Narodów: z Szawła do Pawła. To Bóg rozświetlił mu życie i pokazał grzech, słabość, niedoskonałość – oraz łaskę i moc (DRUGIE CZYTANIE).

W modlitwie trzeba wyjść poza siebie, otwierając się na Boga.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

Dla wielu najważniejszym momentem historii Naamana jest spektakularne uzdrowienie (PIERWSZE CZYTANIE). Autor Drugiej Księgi Kronik opisuje to wydarzenie jednym zdaniem – tak jakby nie zajmowała go oczywistość, że Bóg czyni cuda. Skupia się na czymś o wiele ważniejszym, lecz mniej oczywistym – że życie człowieka, poganina, może się zmienić o sto osiemdziesiąt stopni.

To dlatego Bóg do przeprowadzenia swych dzieł tak często „wybiera” pogan, a nie wierzących Izraelitów. Choć dla wielu może to być dziwne, niezgodne z logiką wiary: dlaczego Bóg nie pomaga przede wszystkim „swoim”?

Dla wielu najważniejsze byłoby uzdrowienie dziesięciu trędowatych (EWANGELIA). Nie dla Łukasza. Ewangelista kontynuuje opowiadanie, pokazując, że tylko jeden wrócił do Jezusa z podziękowaniem, znów cudzoziemiec.

Prawdziwe cuda nie dzieją się tam, gdzie widzimy spektakularne wydarzenia. Dla wielu, nawet uzdrowionych, to wszystko, czego chcą: schodzą z Bożej ścieżki uzdrowienia. Tylko jeden z dziesięciu powrócił.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

Wszystkie czytania mówią o wsparciu w potrzebie. Gdy Mojżesz trzymał ręce w górze, wojska Izraela miały przewagę w bitwie (PIERWSZE CZYTANIE). Wdowa szukała wsparcia u sędziego, od którego dużo zależało: jej możliwości działania się wyczerpały (EWANGELIA). Tymoteusz stał na czele gminy chrześcijan, bo wychowujący go przekazali mu wiarę, powierzono mu wiele (DRUGIE CZYTANIE).

Wsparcie to współpraca. Bóg nie zastąpi człowieka w jego działaniu, walce, trudach, ale go wesprze. Co prawda Mojżesz trzymał ręce w górze, ale nie wolno zapomnieć o trudach walki wojsk Jozuego – nie była ona bezużyteczna, lecz równie ważna, co wzniesione ręce Mojżesza. Biedna wdowa straciła zapewne zdrowie, walcząc o uwagę i reakcję sędziego. Napominanie, głoszenie Słowa, pouczanie nie będzie się realizowało, jeśli brak Tymoteusza, Pawła i innych Apostołów.

Chrześcijanin musi się modlić. Jednocześnie musi działać. Musi być Mojżeszem i Jozuem jednocześnie, wdową proszącą i sędzią pomagającym. Sprawiedliwym sędzią.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

Nie, „test morwy” nie jest testem prawdziwej wiary. Jeśli morwa wciąż nie wykonuje naszych rozkazów, nie znaczy to, że nasza wiara nie jest nawet tak mała, jak ziarnko gorczycy (EWANGELIA). Wrażenie niewysłuchanej modlitwy nie oznacza, że Bóg się odwrócił (PIERWSZE CZYTANIE). Doświadczenie milczącego Boga jest jednym z najtrudniejszych i nie zawsze oznacza, że źle się modlimy. Czasem po prostu tego potrzeba.

Ale – przyznajmy – Bóg „prowokuje”, doświadcza. Swoim „milczeniem” często przymusza człowieka do starania, by serce nie stwardniało (PSALM), do zaangażowania w rozpalenie na nowo charyzmatu (DRUGIE CZYTANIE). Wychowuje nie do wiary na chwilę, lecz do wierności długodystansowej. By wiara, jak ziarnko, wciąż rosła.

Wiara to nie zdolność czynienia cudów. Wiara to wierność w służbie Bogu.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski